Ogród porośnięty ostami
[xls child_of=21]
„Rzeczpospolita” nr 220 (4474) 20.IX.1996:
.
Ogród porośnięty ostami
Doczekaliśmy się postmodernizmu i każą nam się nim zachwycać. Kłania się następne stulecie, wieczność zwołuje nas, spóźnionych gości:
Imperia przekraczają granice
Kościoły zapominają swoich ojców
Anioł marihuana śpiewa pieśń
wolności.
Potrzebny jest nam w tym czasie taki głos jak Teresy Tomsi, poetki – jak się wydaje – wciąż zbyt mało znanej. Poznańska autorka dała znać o sobie w 1981 roku tomem wierszy Czarne wino. Sześć lat później opublikowała Białe tango, a w 1991 r. wydała własnym spumptem tom Teraz żyj. Obecna edycja Wydawnictwa „W drodze” jest skróconą, poprawioną wersją tej książki. Dodajmy od razu, wersją dwujęzyczną, polsko-niemiecką. Przekładu wierszy na niemiecki dokonała Dorothea Müller-Ott, a posłowie napisał Ryszard K. Przybylski.
W cytowanym już wierszu „Modlitwa codzienna” Teresa Tomsia konstatuje:
Przy jednym stole
głód i przesyt
Naprzeciw
przemoc i głupota.
„Z takim wyposażeniem – pisze Ryszard K. Przybylski – wchodzimy według autorki Wiecznej rzeki w dwudziesty pierwszy wiek. Jej bohaterka jednak woli narazić się raczej na zarzut anachroniczności, niźli ulec wszechwładnemu duchowi czasu”. I o to właśnie chodzi. Na przykład o babcię Walerię, do której można zwrócić się w najtrudniejszych, ostatecznych sytuacjach:
A kiedy już mi sił zabraknie,
spuścisz mi swój warkocz,
po którym wdrapię się
tam, wysoko.
Rodzina co i raz pojawia się w wierszach Teresy Tomsi. Ta sama babcia:
ma znów przez chwilę oczy dziewczynki
która boi się bolszewików
Trzęsie się z zimna
Przywiera plecami do gorącego pieca –
to ją przywołuje
do teraźniejszości.
Nie inaczej jest z matką, z ojcem, z wszystkimi bliskimi. Wiersze Teresy Tomsi to poezja dojrzała:
Przed czterdziestką
świat pęka w szwach.
Odstaje
od dziecięcych wyobrażeń.
Oczywiście, Budapeszt kiedyś mógł wydawać się rajem – “teraz odwiedza mnie nocą”. Wysyłane z Dublina “kartki jak dni października, spadają na milczącą trawę”. Pamięć drąży, niepokoi, a tyle w niej goryczy, jak w tym wierszy dedykowanym matce, która po wygnaniu do Kazachstanu mogła wrócić i:
nie mogła uwierzyć
że tak wygląda raj:
bez ojca
czci
wiary.
Co pozostaje?
Ogród porośnięty ostami,
który znów trzeba przejść boso.
“Wątpiąc, idę” powiada Teresa Tomsia i jest to wyznanie optymistyczne, zważywszy, że droga to prowadząca ku miłości, czystości i prawdzie. Nie chciałbym zostać tu posądzony o nadużywanie wielkich słów, ale w atmosferze tej poezji jest coś ze Zbigniewa Herberta. Z Herbertowskiego smaku. Ale też znajdziemy tu odwołania literackie czynione wprost. Do Andrzeja Bursy, do Stanisława Barańczaka. W drugim wypadku trafiamy na znamienną strofę:
Nie zawsze własne
te wybory
którymi życie brukowane.
Ktoś powie: „truizm”, ale czytającemu te bardzo dobre wiersze wydaje się, że wybory poetki w zdecydowanej większości są jej i tylko jej.
Krzysztof Masłoń
_____________________________________
Teresa Tomsia: Wieczna rzeka – Der ewige Fluss
(Wydawnictwo W drodze, Poznań, 1996).
